Wyświetleń: 831

Napisane przez:

Prawa autorskie do postaci fikcyjnych

Prawa autorskie – o tym będzie niniejszy wpis.

Jak Wam mija początek roku 2018? Ja ze zdumieniem przyjęłam fakt, że to JUŻ koniec lutego. Nawet nie wiem kiedy minął styczeń. Na szczęście dzień staje się już coraz dłuższy i nie jest tak źle jako było w listopadzie z samopoczuciem. Wiecie, że podobno listopad jest najbardziej depresyjnym miesiącem w roku? Na szczęście jednak teraz powinno być już coraz lepiej. Żeby umilić Wam ten jeszcze zimowy okres przychodzę do Was z ciekawym wpisem.

Co nas potrafi rozgrzać lepiej w te zimowe wieczory niż gorące kakao i ciepły, wełniany koc? Oczywiście – ciekawi bohaterowie, zajmujące dialogi i wciągająca fabuła, krótko mówiąc – książki. Pomysł na dzisiejszy artykuł zrodził się w mojej głowie podczas tegorocznych Targów Książki, które odbywały się w Krakowie. Tym z Was, którym udało się „upolować” ciekawe pozycje książkowe na pewno mają już w większości przeczytany zapas lektur. Ja również zaopatrzyłam się w kilka ciekawych pozycji, między innymi najnowszą książkę Andrzeja Pilipiuka „Wilcze leże” (fanom fantastyki polecam!). Jest to zbiór opowiadań między innymi o samozwańczym poszukiwaczu skarbów, handlującym antykami na czarnym rynku i mającym lekkie zaburzenia psychiczne – Robercie Stormie. Dlaczego o tym mówię? Po tym nieco przydługim wstępie, śpieszę z wyjaśnieniem.

Postać wykreowana przez wyżej wymienionego autora ma pewne stałe cechy, przewijające się przez wszystkie zbiory opowiadań. Czy w związku z tym można mówić o tym, że temu konkretnemu bohaterowi literackiemu przysługuje odrębna ochrona na gruncie prawa autorskiego w oderwaniu od towarzyszącej jej fabuły? Na pewno nie macie wątpliwości, że co do książki „Wilcze leże” jako do utworu przysługuje autorowi ochrona prawnoautorska. Co jednak ze wspomnianym przeze mnie poszukiwaczem skarbów?

Otóż jak się okazuje jest to możliwe. Tak stwierdził w swoim wyroku Sąd Najwyższy – Izba Cywilna z dnia 3 października 2007 roku o sygnaturze akt II CSK 207/07, w którym stwierdził, że „Stworzenie fikcyjnej postaci, o cechach życiowego nieudacznika, prowincjonalnego filozofa, prezentującej na antenie radiowej improwizowane przez jej twórcę – kreatora teksty kabaretowe, stanowi przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze i spełnia konieczne przesłanki utworu w rozumieniu art. 1 ust. 1 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.”. Wskazać należy, że żeby można było mówić o ochronie fikcyjnej postaci w oderwaniu od jej książkowej fabuły postać musi być na tyle zindywidualizowana, że nawet umiejscowiona poza książką będzie się jednoznacznie kojarzyć. Kto nie zna bowiem Lorda Vadera, Iron Mana czy też Harrego Pottera?  Nawet dla nie-fanów postaci te, ich charakter i wygląd jest dobrze znany. W związku z powyższym, orzeczenie Sądu Najwyższego wydaje się jak najbardziej słuszne.

W tym tonie wypowiedział się również Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z dnia 16 kwietnia 2013 roku w sprawie o sygnaturze akt: I ACa 1216/12: „Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych nie zawiera szczególnych regulacji w kwestii ochrony postaci fikcyjnej – bohatera utworu literackiego. Postać fikcyjna dla uzyskania ochrony prawnoautorskiej powinna spełniać przesłanki ustalenia i indywidualizacji. Ochronę takiej postaci można rozpatrywać w dwóch płaszczyznach: po pierwsze jako integralną część utworu (jest wtedy chroniona na podstawie art. 16 pkt 3 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych w aspekcie naruszenia prawa do integralności utworu), a po drugie w oderwaniu od niego (jego fabuły, perypetii i treści), czyli w płaszczyźnie rzetelnego wykorzystania utworu. Nie można a limine odrzucić całkowicie możliwości ochrony imienia własnego fikcyjnego bohatera, jako części utworu, jeżeli wykazuje ono cechy indywidualności.”

Konkludując, to czy fikcyjnemu bohaterowi będzie przysługiwać ochrona na gruncie prawa autorskiego w oderwaniu od książki, w której występuje należy rozpatrywać zawsze w każdym indywidualnym przypadku. Jeśli takiemu bohaterowi możemy przypisać indywidualne odróżniające cechy bycia odrębnym utworem – to oczywiście tak. Jak myślicie, czy wspomniany przeze mnie na wstępie Robert Storm otrzymałby taką ochronę? Zapewne fani fantastyki od razu krzykną, że TAK! A jak Wy myślicie? 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *